poniedziałek, 28 listopada 2011

Wyjątek od zasady nieretroakcji w prawie zamówień publicznych - znowu art. 24 ust. 1 pkt 1a

Można by pomyśleć, że skoro zasada "prawo nie działa wstecz" wyrażona jest w art. 3 KC i co do zasady dotyczy prawa cywilnego, trzeba by zadać sobie pytanie, czy w takim razie obejmuje swoim zasięgiem prawo zamówień publicznych, które w ujęciu systemowym są dziedziną mającą wiele wspólnego z różnymi gałęziami prawa. Z pomocą przychodzi nam jednak art. 14 PZP, który nakazuje do czynności podejmowanych przez zamawiającego i wykonawców w postępowaniu o udzielenie zamówienia stosować przepisy KC, jeżeli przepisy ustawy nie stanowią inaczej, oraz Trybunał Konstytucyjny. Badając zgodność z Konstytucją aktów normatywnych (ustaw) przewidujących działanie wsteczne, w tym nie tylko normujących stosunki cywilnoprawne, zajął stanowisko, że w świetle art. 2 Konstytucji, stanowiącego, iż Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej, dopuszczenie działania prawa z mocą wsteczną może mieć miejsce tylko wyjątkowo, gdy istnieją ważne powody i gdy takie wsteczne działanie wynika z brzmienia przepisu.  

Lex retro non agit - co to właściwie oznacza, że prawo nie działa wstecz? Ni mniej, ni więcej, lecz tyle, że ustawa swoim działaniem (mocą) może obejmować jedynie przyszłość, a nigdy - przeszłość, rozumianą jako okres poprzedzający wejście w życie ustawy. Adresat normy prawnej otrzymuje więc najpierw dyspozycję co do swego przyszłego działania,  a nie odwrotnie (działanie - dyspozycja lub skutek prawny).
KC dopuszcza wyjątki: "Ustawa nie ma mocy wstecznej, chyba, że to wynika z jej brzmienia lub celu". Zdaniem Trybunału, odstępstwo od zasady nieretroakcji może mieć miejsce jedynie wówczas, gdy przemawiają za tym ważne powody i gdy wynika ono wyraźnie z brzmienia ustawy. Cel ustawy w żadnym razie nie uzasadnia przyjęcia wstecznego jej działania. Natomiast uważa się zarówno w doktrynie, jak i w orzecznictwie, że z mocą wsteczną należy stosować przepis nowelizujący, który usuwa wątpliwości, jakie budzi dotychczasowe brzmienie przepisu (SN w orz. z 21 września 2007 r., V CSK 141/2007, Lexpolonica nr 1958978, niepubl.).
   
Przykładem takiego wstecznego działania ustawy, które wynika z jej brzmienia, wydaje się być art. 24 ust. 1 pkt 1a PZP, o którym mówiliśmy ostatnim razem. Nałożenie skutków prawnych na działania wykonawców (zamawiających), które miały miejsce przed wejściem w życie ustawy, niewątpliwie jest "wstecznym działaniem prawa". Podejmując pewną czynność maksymalnie w okresie trzech lat przed wejściem w życie tej nowelizacji PZP (przed wszczęciem postępowania, ściśle mówiąc), zarówno wykonawca, jak i zamawiający, nie znał skutków prawnych tej czynności, które zostały wprowadzone dopiero późniejszą ustawą. Można by przypuszczać, że świadomość faktu, jakie konsekwencje wiążą się z danym działaniem, wpłynęły by na te działania czy też zaniechania. Nie istnieje dobry powód, a przynajmniej nie jest mi wiadomy, aby taka nowelizacja nie mogła obowiązywać w normalnym trybie, czyli na przyszłość. Uczestnicy postępowania o udzielenie zamówienia zostaliby uprzedzeni o konsekwencjach swoich czynów i mogliby podejmować bardziej świadome decyzje. Art. 24 ust. 1 pkt 1 a nakłada przecież obowiązek, a nie uprawnienie zamawiajacego. Takie postępowanie ustawodawcy nie zwiększa pewności i zaufania w obrocie prawno-gospodarczym, a naruszenie zasady nieretroakcji, wynikające chyba tylko z brzmienia ustawy (tylko i wyłącznie - bo o celu trudno w ogóle mówić w przypadku tej nowelizacji), jest brzydkim przykładem nieprzemyślanej legislacji, która może pociągnąć za sobą skutki nie tylko w postaci wniosku do TK, ale także odwołań i skarg, czego konsekwencją będzie dodatkowe skomplikowanie procedury o udzielenie zamówienia publicznego, która i tak już do prostych nie należy.

wtorek, 22 listopada 2011

A teraz szybko, zanim dotrze do nas, że to bez sensu - czyli art. 24 ust. 1 pkt 1a PZP

Nowelizacje prawa zamówień publicznych przypominają sinusoidę, na której z jednej strony znajduje się szeroko pojęty interes zamawiających, z drugiej natomiast - wykonawców. Kolejne nowele próbują ułatwić życie albo jednym, albo drugim, zamiast usiłować pogodzić te interesy lub wprowadzić spójność w systemie zamówień publicznych. Po latach wspierania pozycji wykonawców w imię zmniejszania barier dla przedsiębiorczości (oraz w imię innych szlachetnych celów), ustawodawca zaserwował nam art. 24 ust. 1 pkt 1a PZP, który wszedł w życie 11 maja 2011:

         Z postępowania o udzielenie zamówienia wyklucza się wykonawców, z którymi dany zamawiający rozwiązał umowę  w sprawie zamówienia publicznego albo odstąpił od umowy w sprawie zamówienia publicznego, z powodu okoliczności, za które wykonawca ponosi odpowiedzialność, jeżeli rozwiązanie albo wypowiedzenie umowy albo odstąpienie od niej nastąpiło w okresie 3 lat przed wszczęciem postępowania, a wartość niezrealizowanego zamówienia wyniosła co najmniej 3 % wartości umowy.

Jak widać, nie potrzeba już prawomocnego orzeczenia sądu do stwierdzenia szkody lub też prawnego usankcjonowania w jakikolwiek sposób decyzji zamawiającego. Wystarczy tylko jego swobodne przekonanie, że umowę należy rozwiązać z winy wykonawcy. Oświadczenie, złożone przez zamawiającego, o rozwiązaniu umowy z winy wykonawcy, eliminuje tego ostatniego z wszelkich przetargów z danym zamawiającym na okres 3 lat od dnia złożenia tego oświadczenia. Oczywiście, przysługuje odwołanie do KIO. Biorąc jednak pod uwagę, że KIO często rozpoznaje sprawy na jednym posiedzeniu i tylko w oparciu o dowody z dokumentów przedstawione przez strony, można się spodziewać prawdziwej burzy w szklance wody.

Dodany nowelą przepis stworzył sporą przewagę zamawiających nad wykonawcami, dając możliwość niemal arbitralnego wykluczania wykonawców niepożądanych. Ustawodawca nie sprecyzował, czy w wyniku rozwiązania umowy z winy wykonawcy musiało dojść do wyrządzenia zamawiającemu szkody, jaka miałaby być jej wysokość i rozmiar oraz czy ma znaczenie ewentualne przyczynienie się zamawiającego. Ogólnikowe sformułowanie przepisu jest dla zamawiających wygodnym narzędziem dającym luz decyzyjny, nad którym kontrola jest wysoce osłabiona. Z drugiej zaś strony, zamawiający musi takiego wykonawcę wykluczyć, jeśli już umowę rozwiązał - tu wyboru nie ma.

Przepis ten trafił już do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. KIO postawiła pytanie prejudycjalne w postępowaniach KIO 1629/11 oraz 1643/11 - miała wątpliwości, czy nowy przepis jest zgodny z prawem unijnym, dyrektywa klasyczna (2004/18/WE) zezwala bowiem na wykluczenie wykonawcy tylko w przypadku poważnego wykroczenia zawodowego. Odpowiedź na pytanie postawione przez KIO będzie wprawdzie wiążąca tylko w tej konkretnej sprawie, w której zostało postawione, jednakże jeśli ETS orzeknie, że taki przepis w prawie krajowym nie jest dopuszczalny przez prawo unijne, będzie to oznaczało, że wykonawcy będą mogli się na niego powoływać, bowiem orzeczenie jest wskazówką interpretacyjną dla innych organów orzekających. Mogą pojawić się roszczenia odszkodowawcze.

Ciekawostką też jest fakt, że przepis ten jest wyjątkiem od zasady nieretroakcji - skutki prawne nakłada bowiem na działania uczestników postępowania, podjęte w ciągu 3 lat od wszczęcia postępowania, a więc przed wejściem ustawy w życie. Co do zasady, nieretroakcja dotyczy sytuacji , w których nowe brzmienie ustawy działa na niekorzyść obywateli. Jak jest w tym przypadku? O tym w następnym poście :)

czwartek, 17 listopada 2011

Czy zamawiający ma obowiązek ujawnić szacunkową wartość zamówienia?

Prawidłowe ustalenie szacunkowej wartości zamówienia ma kolosalne znaczenie dla prawidłowego przebiegu postępowania o udzielenie zamówienia publicznego. Przede wszystkim, od wartości zamówienia zależy to, czy w ogóle stosuje się przepisy PZP oraz to, jaki tryb należy stosować. W przepisach wydanych na podstawie art. 11 ust. 8 pojawiają się te kwoty "graniczne", które warunkują m.in. obowiązek zamieszczenia ogłoszenia w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej albo możliwość i zasady wnoszenia odwołania. Stąd też zamawiający ma obowiązek dołożyć wszelkich starań, aby prawidłowo oszacować wartość zamówienia. Zgodnie z art. 32, podstawą ustalenia wartości zamówienia jest całkowite szacunkowe wynagrodzenie wykonawcy, bez podatku od towarów i usług, ustalone przez zamawiającego z należytą starannością. Nie należy mylić wartości zamówienia z kwotą , jaką zamawiający zamierza przeznaczyć na realizację zamówienia. Kwota ta jest kwotą brutto i zamawiający ma obowiązek - zgodnie z art. 87 ust. 3 - bezpośrednio przed otwarciem ofert, podać kwotę, jaką zamierza przeznaczyć na sfinansowanie zamówienia. Ustawa nie wspomina nigdzie o obowiązku podania szacunkowej wartości zamówienia przed otwarciem ofert. Oczywiście większość wykonawców próbuje różnymi metodami tę wartość poznać, ponieważ zaoferowanie takiej właśnie ceny niemal gwarantuje uzyskanie zamówienia. Zamawiający rzadko podają tę wartość, nawet na wniosek. Czy zamawiający jest zobowiązany odpowiedzieć na takie zapytanie ? Powołać się na przepisy PZP nie można w tej sytuacji - jedynie na zasadę jawności, jednak często to nie przekonuje zamawiającego, podobnie jak powoływanie się na ustawę o dostępie do informacji publicznej (dłuższy termin oczekiwania). Jedyne, co wykonawca może w takiej sytuacji zrobić, to złożyć wniosek o udostępnienie protokołu postępowania o udzielenie zamówienia publicznego. Zamawiający ma obowiązek umożliwić  wgląd do protokołu - zgodnie z art. 96 ust. 3, jest on jawny. Na pierwszej stronie tegoż protokołu znajduje się informacja o wartości zamówienia. Niestety, zamawiający ma możliwość uzupełnienia tej wartości już po otwarciu ofert (wzór protokołu określa rozporządzenie PRM z dnia 26 października 2010 r. w sprawie protokołu postępowania o udzielenie zamówienia publicznego). Krótko mówiąc - jeśli zamawiający w protokole wpisał już wartość zamówienia, wykonawca wnioskując o wgląd do protokołu, otrzyma informację o wartości zamówienia. Jeśli nie - pozostaje tylko próbować i liczyć na to, że zamawiający jednak poda szacunkową wartość zamówienia. Obowiązku nie ma, przepisy pozostawiają mu w pewnym sensie wolną rękę. 

poniedziałek, 7 listopada 2011

Dofinansowanie RPO 5.2.1 w kujawsko-pomorskim


Dziś odetchniemy na chwilę od tematu zamówień publicznych – a notka skierowana jest głównie do przedsiębiorców z mego regionu, czyli z województwa kujawsko-pomorskiego.
Wpis dotyczył będzie zasad, jakie zaczęły obowiązywać przy dofinansowaniu z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Kujawsko-Pomorskiego na lata 2007-2013 z poddziałania 5.2.1 – Wsparcie inwestycji mikroprzedsiębiorstw. Konkurs ogłoszony został 30 września, a termin naboru wniosków ustalono na styczeń 2012. Tak długi termin na przygotowanie wniosku wynika stąd, że kryteria naboru, a przede wszystkim kryteria oceny wniosków, zostały radykalnie zmienione. Pamiętając, jakie  zainteresowanie (600 złożonych wniosków) oraz emocje budził konkurs 2 lata temu, a zwłaszcza jego wyniki – sprawdźmy, jak sytuacja przedstawia się w tym roku.

Uczestnicy piątkowego spotkania informacyjnego na temat 5.2.1, zorganizowanego przez Urząd Marszałkowski w Toruniu, mieli nietęgie miny, opuszczając salę plenarną UM. Większość z nich nie dotrwała nawet do końca spotkania – wyszli, jak tylko okazało się, że zawężone kryteria nie pozwalają starać się o dotację tym przedsiębiorcom, którzy liczyli na powtórkę sprzed 2 lat. Krótko mówiąc – o dofinansowanie mogą starać się przede wszystkim mikroprzedsiębiorcy niezatrudniający pracowników, którzy prowadzą swoją pierwszą działalność gospodarczą (w uproszczeniu) oraz osoby planujące dopiero rozpoczęcie działalności. Wprawdzie do złożenia wniosku o dofinansowanie wymagany jest wpis do CEIDG, jednak faktyczne rozpoczęcie DG nie jest już konieczne. Nowością jest także podział na 4 „schematy” – tj. obszary terytorialne łączące gminy, uwzględniające poziom bezrobocia w tych gminach oraz stopień dotychczasowego zainteresowania dofinansowaniem z RPO (ilość zrealizowanych projektów). W schematach „wrażliwszych” istnieje możliwość otrzymania większej kwoty dofinansowania i na lepszych warunkach. Kolejnym novum jest wprowadzenie „branż preferowanych” oraz wykluczenie pewnych branż z możliwości startowania w konkursie, w tym branży lekarskiej. Przedsiębiorcy, którzy zarzucali instytucji finansującej, że wspiera gabinety dentystyczne zamiast innowacyjnych projektów, z pewnością zacierają ręce.
Nie zamierzam opisywać wszystkich kryteriów formalnych – jest ich na to zbyt wiele – a skupić się tylko na tych, które budziły najwięcej emocji na spotkaniu.

Po pierwsze – o wsparcie może starać się mikroprzedsiębiorca, który „nie zatrudniał dotychczas w swojej działalności gospodarczej pracowników”. Należy przez to rozumieć zatrudnienie na podstawie Kodeksu Pracy, bez względu na wymiar czasu pracy - pojęcie RJR (roczne jednostki robocze) , które ma zastosowanie przy określaniu wymiaru zatrudnienia planowanego wskutek dofinansowanego projektu, nie ma tutaj znaczenia. Natomiast nie uwzględnia się zatrudnienia na podstawie umów cywilnoprawnych (zlecenie, dzieło). Wątpliwości pojawiły się, czy przez zatrudnienie należy także rozumieć przyjęcie pracownika na staż lub praktyki. Rozstrzygnięcie problemu jest niezwykle proste – jeśli pracodawca opłacał składki ZUS za pracownika, oznacza to, że jest wykluczony z możliwości składania wniosku w 5.2.1 
Problem z zatrudnieniem można grzecznie obejść, jeśli o dofinansowanie będzie starać się spółka cywilna, nawet jeśli jednym z jej wspólników jest osoba prowadząca DG, która zatrudniała pracowników. Wniosek może także złożyć tylko jeden ze wspólników s.c. w jej imieniu. Wiążą się jednak z tym pewne utrudnienia. Jeśli nowo powstała s.c. nie zatrudniała do tej pory pracowników - nie ma problemu. Jednak komisja oceny wniosków będzie badać powiązania tej spółki z działalnością gospodarczą jej wspólników. Nie mogą one być zbyt ścisłe – np. nie jest możliwe wniesienie tego przedsiębiorstwa (które zatrudniało) jako wkładu do spółki. Nowa spółka musi mieć inny PKD, niż wiodące PKD jej wspólników. Przypomnę, że s.c. nie jest przedsiębiorcą i nie uzyskuje wpisu do CEIDG, a działa jedynie na zasadzie umowy cywilnoprawnej między osobami prowadzącymi DG. Komisja będzie badać indywidualnie każdy stan prawny w stosunku do każdego ze wspólników spółki, np. czy zachowany jest status mikroprzedsiębiorstwa.

Wprowadzenie  zapisu dot. zatrudnienia było dla wielu przedsiębiorców zaskoczeniem, czasami bardzo niemiłym – zwłaszcza dla tych, którzy prowadzą działalność od długiego czasu i „zdarzyło” im się zatrudnić pracownika, nawet kilka lat temu. Kryteria są w tym wypadku nieubłagane. Faktem jest, że trudno nie zauważyć, że takie rozwiązanie ma na celu zapobiegnięcie sytuacji z ostatniego naboru (ogromna liczba złożonych wniosków, alokacji wystarczyło na 20). Zawężone kryteria mają dać szansę tym przedsiębiorcom, którzy rzeczywiście dopiero zaczynają swoją działalność, nikogo nie zatrudniają i najbardziej potrzebują pomocy publicznej. Z drugiej zaś strony, innego rodzaju kryteria, dotyczące przedmiotu projektu, w znaczący sposób premiują inwestycje infrastrukturalne (zaryzykuję stwierdzenie, że projekty nie polegające na budowie lub przebudowie infrastruktury nie mają szans). Jest to pewna sprzeczność z tym, że wnioskodawcami mają być „drobni” przedsiębiorcy, którzy z pewnością nie dysponują środkami na wysoki wkład własny, jaki byłby konieczny w takim projekcie. Ponadto, nie we wszystkich rodzajach działalności (nawet w branżach uznanych za „preferowane” ) jest konieczne dokonywanie takich inwestycji. Tę sprzeczność uczestnicy piątkowego spotkania bezlitośnie wytknęli przedstawicielom Urzędu Marszałkowskiego, którzy mogli tylko odpowiadać, że kryteria są już zatwierdzone i nie ulegną zmianie.

Po drugie, wnioskodawca nie mógł „prowadzić działalności gospodarczej w okresie 24 miesięcy poprzedzających dzień złożenia wniosku o wpis aktualnie prowadzonej działalności gospodarczej”. Nie było takiego wymagania w poprzednim konkursie – teraz ma on na celu wyeliminowanie przedsiębiorców, którzy prowadzili wcześniej DG, zamknęli ją zarejestrowali ją ponownie (być może tylko w celu otrzymania dofinansowania).

Nowością jest wymóg, by lokalizacja realizowanego projektu oraz miejsce zamieszkania wnioskodawcy (a w przypadku spółki cywilnej – wszystkich wspólników) musi mieścić się na terenie tej samej gminy. Nie jest możliwe złożenie wniosku o dofinansowanie przedsięwzięcia w Bydgoszczy przez osobę mieszkającą w Toruniu.

Przypomnę, że zgodnie z KC, miejscem zamieszkania osoby fizycznej jest miejscowość, w której osoba ta przebywa z zamiarem stałego pobytu. Zwracam uwagę, że nie chodzi tu o zameldowanie (administracyjne) , a zamieszkanie (cywilne). UM będzie weryfikował tę informację na podstawie m.in. deklaracji podatkowej (właściwość miejscowa urzędu). Co do weryfikacji prawdziwości twierdzeń wnioskodawcy – UM wystarczą oświadczenia złożone pod rygorem odpowiedzialności karnej (zgodnie z najnowszą linią legislacyjną, odchodzi się od zaświadczeń na rzecz oświadczeń). UM może jednak zażądać stosownych dokumentów, pamiętając, że obowiązek przechowywania dokumentów firmy sięga 5 lat wstecz.

Z możliwości złożenia wniosku o dofinansowanie wykluczono projekty dot. następujących branż:

- wytwarzanie i handel energią elektryczną,

- działalność lekarska (oraz szpitale i opieka medyczna),

- działalność handlowa hurtowa i detaliczna czyli cała sekcja G w PKD

- świadczenie usług poczty elektronicznej

- usługi hostingowe oraz działalność portali internetowych (oraz domeny internetowe)

- działalność finansowa i ubezpieczeniowa

- działalność prawnicza  :( 
- działalność rachunkowo-księgowa

- doradztwo związane z zarządzaniem

- pozostałe doradztwo w zakresie prowadzenia DG.


Trzeba mieć na uwadze, że nie stoi na przeszkodzie fakt, że wnioskodawca posiada jakiś z ww. PKD. Chodzi tylko o to, by przedmiot projektu nie dotyczył tego PKD.


Wyróżnia się w ramach projektu tzw. preferowane branże gospodarki, tj. teleinformatyczna, biotechnologiczna, narzędziowa, elektroniczna, meblarska, poligraficzna, rolno-spożywcza, chemiczna, elektrotechniczna i elektromechaniczna. Za umiejscowienie projektu na obszarze tych branż – 10 pkt (albo zero). Preferowane są też firmy oferujące kształcenie zawodowe (10 pkt). Preferowane są też projekty polegające na budowie lub przebudowie infrastruktury (maks. 5 pkt).


     Czy nieruchomość może być wkładem własnym ? Nie. Wkładem mogą być wyłącznie środki pieniężne. Istnieje natomiast możliwość zaliczenia zakupu nieruchomości do kosztów kwalifikowalnych, ale tylko do 50 % jej wartości (dotyczy to nieruchomości zabudowanych; gruntowe – 10% ). Co do zasady, nie można uzyskać dofinansowania na projekty już rozpoczęte – jeśli prace już podjęto, zniweczony zostaje efekt zachęty. Przez podjęcie działań rozumie się np. powołanie inspektora nadzoru. Przy nabywaniu nieruchomości należy przedstawić „analizę wariantów”, a więc uzasadnić, dlaczego właśnie taki zakup (lub wynajem, który jednak jest o wiele mniej punktowany) jest konieczny.

  
Jak widać, o dofinansowanie niełatwo i sprawa nie jest prosta, ale – jak powiedziała prowadząca spotkanie – „możliwość niepowodzenia jest moralnym uzasadnieniem zysku”.

wtorek, 1 listopada 2011

Główna idea stosowania zamówień publicznych ?

Kilka dni temu, w odpowiedzi na moją informację złożoną w trybie art. 181 ust. 1 PZP (nawiasem mówiąc, ten przepis oraz informacje złożone na jego podstawie są zupełnie ignorowane przez Zamawiających - ale to temat na odrębny wpis), otrzymałam od Zamawiającego odpowiedź, co właściwie samo w sobie jest już pewnego rodzaju sukcesem - przecież Zamawiający otrzymał od ustawodawcy uprawnienie do bezkarnego zignorowania takiego pisma. Niestety, odpowiedź tylko potwierdziła to, co już wcześniej przypuszczałam - że Zamawiający nie ma zbyt dużego pojęcia o stosowaniu PZP (chociażby nieznajomość kwot wydanych na podst. art. 11 ust. 8 i uparte trwanie w błędzie, że wartość zamówienia jest powyżej tych kwot). Przyczyn takiego stanu rzeczy może być wiele, a większość z nich nie jest winą Zamawiającego. Wiele uchybień formalnych ostatecznie i tak zostanie poddanych weryfikacji i skontrolowanych przez odpowiedni organ. Natomiast jest coś, czego właściwie skontrolować się nie da (jeśli jestem w błędzie - chętnie się dowiem ;) - a mianowicie, Zamawiający napisał w swojej odpowiedzi, że udzielenie zamówienia wykonawcy X za cenę, jaką zaoferował (moim zdaniem rażąco niska) pozwoli urzeczywistnić główną ideę zamówień publicznych, jaką jest interes Skarbu Państwa.
Prawdę mówiąc, zdębiałam. Nie było mi do tej pory wiadome, że pośród zasad udzielania zamówień publicznych znajduje się "zasada prymatu interesu Skarbu Państwa" (bo tak można w uproszczeniu sformułować myśl mojego Zamawiającego). Z tego, co mówi ustawa (oraz mój wykładowca z PZP), zasady znajdują się w rozdziale 2 PZP i należą do nich przede wszystkim:
- zasada uczciwej konkurencji (art.7)
- zasada równego traktowania wykonawców (art.7)
- zasada bezstronności i obiektywizmu (art.7)
- zasada legalizmu (art.7)
- zasada jawności (art.8)
- zasada pisemności (art.9)
- zasada używania języka polskiego (art.9).

W PZP nigdzie nie natknęłam się na przepisy mówiące o tym, że zamówień należy udzielać mając przede wszystkim na względzie interes SP. W ustawie o finansach publicznych również nie spotkałam czegoś takiego. Nie mówię już o tym, że w interesie SP nie leży udzielenie zamówienia po jak najniższej cenie, ponieważ nie gwarantuje to wykonania zamówienia prawidłowo. Zadziwiło mnie to, że organ zobowiązany do stosowania PZP tkwi w przekonaniu, że zamówienia publiczne istnieją po to, aby zapewnić najlepszą realizację interesów SP. Oczywiście, racjonalne wydatkowanie środków publicznych nie podlega dyskusji. Jednak główną ideą stosowania PZP pozostaje cały czas zapewnienie równości i uczciwej konkurencji pośród wykonawców. Nieprzyjemnie jest stwierdzić, że Zamawiający nie jest tego świadom.